Zakochane Marokanki odwiedzają czarownice


Maroko nie uchroniło się przed zalewającym je od strony czarnej Afryki czarownictwem. Z czasem samo również zasłynęło jako jedno z najbardziej nawiedzonych miejsc. Marokańskie czarownice są znane w całym świecie i kto miał z nimi do czynienia, omija je szerokim łukiem. Najwięksi sceptycy tracą pewność siebie już przy pierwszym spotkaniu. Nie daj Boże, mieć taką czarownicę za teściową…

Marokańskie czarownice określa się terminem shawafa i przepowiadają one przyszłość a także rzucają i zdejmują klątwy. Koran mówi, że nikt oprócz Boga nie może powiedzieć co się wydarzy. Ich działalność jest nielegalna i sprzeczna z naukami islamu. Może być w Maroku surowo ukarana pod zarzutem uprawiania czarów. Mimo to shawafa są wszechobecni w Maroku a Marokańczycy odwiedzają ich w tajemnicy by rozwiązać swoje problemy osobiste. Z usług shawafa zwykle korzystają dziewczęta poszukujące szczęścia, bogactwa lub męża oraz osoby chore. Jeszcze inne chcą wypędzić złego ducha lub skontaktować się ze zmarłym bliskim.

Pomimo zagrożenia karą, 22-letnia shawafa o imieniu Miriam wciąż uprawia swój zawód i – jak twierdzi – nie miała jeszcze żadnych kłopotów z policją. Czasem nawet odwiedzają ją oficerowie i proszą o pomoc w ich osobistych problemach. Jednak klienci męscy trafiają się rzadziej i zwykle szukają ratunku w kwestiach takich jak zatrudnienie i bogactwo. Miriam uważa, że nie ma wyboru i musi być shawafa, gdyż ktoś rzucił na nią zaklęcie, gdy miała dziewięć lat. Od tego czasu dżiny posiadły ją i zmusiły do uprawiania czarów. Inna shawafa o imieniu Fatima również wierzy, że została opanowana przez dżiny. Uważa, że wchłonęła duchy piorąc ubrania swojej zmarłej ciotki. Fatima lubi się otaczać kolorem zielonym, gdyż – jak twierdzi – to ulubiony kolor dżinów, które łączą się z nią.

The Riveter Magazine przytacza historię Salmy, która pierwszy raz odwiedziła shawafa dla rozrywki. Wybrała się do czarownicy razem z koleżankami i wcale nie wierzyła w jej magiczne umiejętności. Podczas wizyty usłyszała od shawafa, że nigdy nie wyjdzie za mąż, z czego się potem bardzo śmiała i zupełnie nie traktowała na serio. Dwadzieścia lat później już się nie uśmiechała. Wciąż była panną i odwiedziła już ponad sto różnych czarowników w Maroku, prosząc by ktoś zdjął z niej urok. Niestety…

W 2012 roku, Colleen Daley, amerykańska badaczka komunikacji międzykulturowej na Uniwersytecie w Pensylwanii, odwiedziła marokańskie Chefchaouen w poszukiwaniu shawafa. W tym czasie pracowała dla Moroccan Exchange – organizacji zajmującej się wysyłką amerykańskich studentów studiujących w Hiszpanii na wymianę do Maroka. Daley razem z grupą studentów z Syracuse University Lerner Center for Public Health Promotion odwiedziła wiele miejsc w Maroku, świadczących tradycyjne i ludowe sposoby medycyny niekonwencjonalnej. Wypytywała miejscowych, gdzie może znaleźć shawafa i kiedy ją w końcu zobaczyła… była zdumiona bo wyglądała jak każda normalna Marokanka – z niepełnym uzębieniem, z białym obrusem zawiązanym na głowie, w piżamie poplamionej jedzeniem – tak miała zapisać w swoich notatkach badaczka. Daley nie zdecydowała się na usługę przepowiadania przyszłości, mimo że kosztowała tylko 20 dirhamów. Poprosiła jedynie o opowiedzenie historii, jak czarownica wykorzystuje swój dar uzdrawiania na utrzymanie po śmierci męża córek. Jak zapewniała potem Daley, podczas spotkania z czarownicą cały czas czuła tam obecność Boga.

32-letnia Bouchra Saaidi z Rabatu opowiadała „The Riveter Magazine”, jak wybrała się do shawafa by zapomnieć o swoim byłym ukochanym. Dziewczyna nie radziła sobie ze swoim uczuciem i miała myśli samobójcze. Jej kuzynka zabrała ją do czarownicy, która przewidywała przyszłość lejąc topiony ołów na wodę. Bouchra zapłaciła 600 dirhamów i shawafa poleciła jej kupić kilka magicznych drobiazgów. Pouczyła ją, że ma nosić taką sukienkę, która pozwoli na swobodny przepływ dymu w górę spódnicy. Zapewniła ją, że to otworzy jej energie seksualne. Na koniec poprosiła ją by dotknęła ramienia swojego byłego chłopaka w południe w piątek. Po tym, jej uczucie do niego miało przeminąć. Bouchra poklepała swojego ex-chłopaka po ramieniu i uciekła, obmyła się wodą, którą dostała od shawafa i jeszcze tego samego dnia zakochała się w kimś innym. Sama Bouchra głęboko wierzy w moc shawafa, mimo to przyznała, że jej cudowne odkochanie się mogło być czysto psychologiczne a nie magiczne.

– Niektórzy ludzie idą do czarowników bo nie mają pieniędzy, aby rozwiązać swoje problemy poprzez terapię – powiedział Ali Chaabani, profesor socjologii na Uniwersytecie Mohammeda V w Rabacie. – 50 minut pojedynczej sesji w Rabacie kosztuje około 300 dirhamów. Żeby uzyskać jakiś efekt, trzeba by wykupić kilka takich sesji. To samo można załatwić za jednym zamachem u shawafa, no maksymalnie po dwóch spotkaniach z nim.

Salma, która nie ujawniła swojego nazwiska, ze względu na obawę przed piętnem społecznym, była przekonana że matka jej ukochanego rzuciła na nią klątwę, by nie dopuścić do ślubu jej syna z nią. Ona również udała się do shawafa po pocieszenie. Dla niej te sesje to jednak coś jak terapia. Salma liczy na dobre słowo, które przyniesie jej ulgę, a nie magiczne rozwiązanie jej problemu.

Niektóre kobiety w Rabacie odwiedzają „studnię małżeństwa”, które jest ukryta w zamku Oudayas w pobliżu plaży. Pilnujący wodopoju Idrissi Saleh twierdzi, że woda ze studni zmieszana z wodą różaną zmienia los kobiet, zapewnia im szczęście i pomaga w poszukiwaniach męża. Wtedy kobieta może zapalić świeczkę dla dżinów – duchów z muzułmańskich legend, które uniemożliwiają im zamążpójście. Kobiety zostawiają swoją starą bieliznę jako symboliczny znak zmiany ich fortuny seksualnej. Znajduje się tam również marabut zmarłego Sidi Abouri. Kobiety przychodzą do grobu świętego, by użyć go jako pośrednika, który wyprosi dla nich u Boga szczęście (pomimo zakazów religijnych). Akty takie jak ten, z porzucaniem swojej bielizny włącznie, są wspólne wszystkim sanktuariom zajmującym się tematyką płodności w Maroku.

Najlepszy czas na czary to przypadająca na koniec Ramadanu Noc Przeznaczenia (Noc Lejletul, Kadr czy Kader). Niestety wiele kobiet w Maroku spędza tę wyjątkową noc nie na modlitwach, a na czarach. Mimo iż islamscy uczeni przestrzegają przed zbłądzeniem na tę drogę, wiele Marokanek co roku odwiedza po kryjomu szamańskie stragany. Ponieważ noc sama w sobie jest wyjątkowa, gdyż decyduje o wszystkim, co nas spotka przez cały przyszły rok, chcą one przy odrobinie magii zagwarantować sobie szczęście małżeńskie aż do następnej Nocy Przeznaczenia. Dlatego z „czarodziejskich” straganów jak świeże bułeczki schodzą głowy hien, jaja kameleonów, indyjskie muchy, pazurki dudków i inne afrodyzjaki. Kobiety próbują przywiązać do siebie i podporządkować swoich nieposłusznych mężów, dodając im do kuskusu… głowy psów! Duża ilość przypraw pozwala zatuszować dziwny, nieznany smak. Mężczyźni dużo rzadziej niż panie, ale również, praktykują czarną magię. Jeśli któryś zapała nieodwzajemnioną miłością do kobiety, musi podać jej trochę spalonych pazurków dudka by rozkochać ją w sobie.

Zwykle celem tych czarów jest zdobycie czyjegoś serca, co dowodzi, jak mocno zorientowane na mężczyzn i zamążpójście są Marokanki. Niestety czarowanie wśród Marokanek jest tak popularne, że należy je traktować jako chorobę społeczną. Czarna magia i voodoo to jedyne im znane sposoby rozwiązywania problemów małżeńskich i zdobycia poczucia kontroli nad własnym życiem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s