Kenitra – tam, gdzie Subu wpada do Oceanu


Kenitra (Fot. Marta Marakchi © All rights reserved)

Kenitra (Fot. Marta Marakchi © All rights reserved)

Kenitra (Al-Kunajtira) to marokańskie miasto portowe, położone w miejscu, gdzie rzeka Subu uchodzi do Oceanu Atlantyckiego, na północny-wschód od stolicy kraju – Rabatu. W latach 1932-1956 znane było jako Port Lyautey. Jak się łatwo domyślić, działają tu zakłady przetwórstwa rybnego. Kenitra jest też ośrodkiem przemysłu papierniczego. Do niedawna istniała tu marokańsko-amerykańska baza wojsk lądowych i marynarki wojennej – Air-Station. Amerykanie wycofali się jednak w 1991 r. po zakończeniu wojny w Zatoce Perskiej. Od tamtej pory władze marokańskie ograniczyły działalność bazy.

W mieście są dwie stacje kolejowe: Kenitra-Ville i Kenitra-Medina (stąd pociągiem mamy już tylko 30 min. do Rabatu i 1,5 godz. do Casablanki). Do 2013 r. ma również zostać zakończona budowa szybkiej kolei do Tangeru. Łatwy i szybki dojazd do dużych i ważnych miast oraz niższe koszta życia – to wszystko sprawia, że liczba ludności w Kenitrze szybko wzrasta. W 2004 r. miasto liczyło 360 tys. mieszkańców. Teraz jest to blisko 500 tys.

Nadoceaniczna wylęgarnia sportowców

W 1938 r. grupa mieszkańców Kenitry stworzyła KAC – Towarzystwo Miłośników Piłki Nożnej, które miało być przeciwwagą dla francuskiej dominacji w marokańskim sporcie. Zespół, w całości złożony z „tubylców”, w 1960 r. wygrał swój pierwszy KAC Championship Morocco, co otworzyło mu drogę do chwały i kolejnych sukcesów. Trzykrotny zwycięzca Ligi Mistrzów, a w 1961 – wymarzony puchar! Kiedy mówimy o KAC, musimy wspomnieć również to nazwisko – Ahmed Souiri, który poświęcił całe swoje życie na szkolenia i treningi młodych piłkarzy z zespołu. Z KAC wyrosło wielu piłkarzy o międzynarodowej sławie, którzy wzbogacili potem szeregi marokańskiej reprezentacji piłkarskiej np. Bouliahiaoui, Khalifa, Mohammed Boussati (krajowy rekordzista – 25 goli w jednym sezonie mistrzostw piłki nożnej 1981-82). W Kenitrze przyszło na świat kilku sportowców olimpijskich, jak Saïd Aouita, czy Amina Ait Hammou, a także piłkarz międzynarodowy – Youssef Chippo. Najwyraźniej tutejszy klimat sprzyja sportowcom 🙂

Co warto zobaczyć?

Jak w każdym marokańskim mieście, znajdziemy tu suk, kilka meczetów, cmentarze muzułmańskie z marabutami, różnorodne architektonicznie dzielnice – mieszkalne z willami, centrum w europejskim stylu i biedniejsze przedmieścia. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Warto zobaczyć też stary kościół z gniazdami bocianów na wieży z zegarem (zamknięty i niszczejący; budynek stanowi jednak własność Watykanu i tylko on mógłby przywrócić go do świetności) oraz cmentarz katolicki (robienie zdjęć bardzo źle widziane, chyba że ściemnicie, że tam został pochowany ktoś z Waszej rodziny; inaczej bardzo upierdliwa żona stróża będzie chodzić za wami krok w krok i suszyć Wam głowę, a nawet włazić w kadr i własnym ciałem zasłaniać nagrobki).

Dla tych, którym marokańskie słońce jeszcze nie dopiekło – malownicza plaża. W porcie na prawym brzegu Wadi Subu wyławia się cytrusy, korek i bawełnę przywożone z niziny aluwialnej Al-Gharb (niegdyś wylęgarni malarii, ale to już historia).

Co dziwne, żaden z przewodników nie wspomina o ruinach zamku. A to jedna z największych atrakcji w Kenitrze. Zamek niestety prawie cały czas świeci pustką i jest zamknięty na cztery spusty. Podobno są jakieś wyznaczone godziny, kiedy jest otwierany, ale żadnej wywieszki z informacją nie ma, a mi się jakoś nigdy nie udało wcelować. Jest jednak inne wyjście z tej sytuacji. Idąc wzdłuż muru z prawej strony zamku znajdziecie sporą wyrwę… i już jesteście w środku 🙂 Uważajcie jednak, bo zarówno za dnia, jak i w nocy, roi się tam od różnych elementów wywrotowych. Nazwijmy rzecz po imieniu – miejscowe żule urządziły tam sobie melinę i toczy się tam niekończąca się balanga 🙂 Marokańskie żule są jednak dużo przyjaźniej usposobione niż polskie. A zamek zobaczyć po prostu TRZEBA! Polecam więc zaryzykować.

Zamek, Kenitra (Fot. Marta Marakchi © All rights reserved)

Zamek, Kenitra (Fot. Marta Marakchi © All rights reserved)

Zwiedzamy okolice

Laguna Sidi Bu Ghaba (fr. Sidi Bourhaba) przy drodze do plaży w Al-Mahdijji – kolejny punkt, naszej wycieczki. By tam dotrzeć, musimy jednak przejechać około 27 km. Ale warto! Laguna jest schronieniem takich ptaków jak cyraneczki i łyski, które odpoczywają tu w drodze między Europą a Afryką Południową. W wodzie często można zobaczyć pływające żółwiki 🙂 Wyjątkowo piękne i malownicze miejsce, gdzie można pobyć blisko natury. Gorąco polecam.

I Thamusida – moje ulubione miejsce! Tutaj dopiero czuje się ducha historii. Rzymianie mieszkali w starożytnej osadzie nad Wadi Subu przez pięć stuleci (od II w. p.n.e. do III w. n.e.). Zachowały się tu fragmenty murów, zarys rzymskiego obozu wojskowego z ulicami przecinającymi się pod kątem prostym oraz siedziba dowództwa. W północno-wschodniej części osady możemy jeszcze zobaczyć ruiny łaźni i świątyni.

Thamusida (Fot. Marta Marakchi © All rights reserved)

Thamusida (Fot. Marta Marakchi © All rights reserved)

Sidi Bu Kanadil – tropikalne ogrody egzotyczne w okolicach Sidi Bu Kanadil założył w 1951 r. ogrodnik Marcel Francois. Dziś to własność Królestwa. Rośnie tu około 1500 gatunków roślin z Antyli , Ameryki Południowej i Azji. Laguna Sidi Bu Ghaba to nie jest, ale też warto zobaczyć. Stąd już tylko 2 km na północ do muzeum zbiorów rzemieślniczych Dar Belghazi. A tam biżuteria, kaftany, pasy ślubne, rzeźbione drzwi, instrumenty muzyczne, ceramika… czym Maroko bogate 🙂

Zobacz wideo z moimi zdjęciami z Kenitry. Może zapragniesz tam pojechać…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s